Teksty

Gad i Migdał we mnie

Mam w sobie element Gada. W domu opatrzonym etykietką „Mózg” mieszka na parterze. Opiekuje się mną, dba o moje bezpieczeństwo, i choć tego nie słyszę, podpowiada mi, kiedy jestem głodna, kiedy powinnam iść spać, jak powinnam oddychać. Gadzina we mnie współdziała z Migdałem. Jest mały, ale posiada dużą moc – w małym ciele, duży duch, można by rzec. Opisując Migdał, muszę powiedzieć, że pozostaje on w ciągłym stanie czuwania na wypadek czyhającego na dom (i mnie) zagrożenia. Poza tym cechuje go bardzo duża emocjonalność, szczególnie chętnie wylewa z siebie gniew i strach. Dom „Mózg” ma też piętro, ale żeby dało się na nie wejść, Gad i Migdał, jak służby bezpieczeństwa, muszą przepuścić i podsunąć schody. Na dole bywa bardzo przytulnie, w kuchni Gad i Migdał lubią przyjmować gości, pod warunkiem, że nie zostaną ocenieni jako zagrażający intruzi. Strażnicy nie prowadzą bardzo intelektualnych rozmów ani głębokiej analizy sytuacji, często oceniają bazując na pierwszym wrażeniu albo na wspomnieniach, niekoniecznie dobrych. Gość czasem dobija się, ale drzwi nie zostają otwarte, ponieważ na parterze panuje powódź gniewo-strachu. W czasie zalewu, Gad i Migdał zajmują się podstawowymi kwestiami bezpieczeństwa – by nic się nikomu nie stało, by nie zabrakło powietrza, by jak najmniej dóbr zabrała woda. Dla gościa może i lepiej, że nie wejdzie, może nie ucierpi w powodzi. Piętro jest zupełnie inne, można tam spokojnie pomyśleć w wygodnym fotelu, przeanalizować sytuację, podjąć racjonalną decyzję, w każdym pokoju znajdując inspirację do innej aktywności. Znajduje się tam też wielki xbox z grą „Racjonalny zarządca” i milionami światełek, aktywujących się zależnie od zadania. O mamo, jak tam jest interesująco! Szkopuł w tym, że nie zawsze jest się wpuszczanym przez drzwi, a inaczej nie wejdzie się na piętro; więc jak zagrać na konsoli? Trzeba wiedzieć kiedy przyjść, czasami okazać cierpliwość cichutko czekając pod drzwiami, wrócić innym razem albo użyć magicznych słów. Bo i cały w tym ambaras, aby piętro i parter chciały naraz.

Powyższy tekst można uznać za kiepską bajkę albo opis wymyślonego domu; ale dla mnie jest to wyobrażenie wycinka pracy mojego mózgu, ujęte w karykaturalny obraz. Bohaterowie są nieprzypadkowi. Mózg to mózg, nie warto szukać drugiego dna. Gad to tzw. mózg gadzi, czyli jego część obejmująca pień mózgu i śródmózgowie. Odpowiada za podstawowe czynności organizmu, warunkujące jego przetrwanie, kontrolując m.in. pobudzenie umysłu, czuwanie, sen, uczucie głodu i pragnienia. Z udziałem tej części mózgu działamy instynktownie (i agresywnie), gdy ktoś wkracza na nasz teren bez pozwolenia, gdy walczymy o swoje terytorium w pracy lub w hierarchii społecznej. Migdał to ciało migdałowate, mała struktura układu limbicznego, której głównym zadaniem jest jak najszybsze przetwarzanie i wyrażanie emocji, przede wszystkim gniewu i strachu. Dzięki ciału migdałowatemu działamy, zanim jesteśmy tego świadomi, np. cofając rękę, gdy z kranu leci wrząca woda. Jego celem jest ocalenie nas przed niebezpieczeństwem, a także zapamiętanie sytuacji emocjonalnych, aby w przyszłości móc chronić się jeszcze szybciej. To ono zapoczątkowuje łańcuch umysłowych mini-decyzji, która doprowadza do niezauważalnego wniosku: walcz lub uciekaj. Piętro domu to kora nowa, zdecydowanie bardziej rozwinięta ewolucyjnie; to ona wyróżnia ssaki. Dzięki niej myślimy abstrakcyjnie, analitycznie, stawiamy hipotezy, weryfikujemy je, rozważamy za i przeciw, planujemy, kontrolujemy emocje i nasze ciało w tych emocjach, mamy samoświadomość, wchodzimy w czyjeś buty, jesteśmy empatyczni i moralni. Aby kora nowa została aktywowana i nasze zachowanie było nią sterowane, docierający impuls musi być najpierw przepuszczony przez struktury niższe, m.in. mózg gadzi i ciało migdałowate. Poza tym, kora nowa jest w pełni ukształtowana dopiero około 25 roku życia. Tyle o neurobiologii.

Działalność ciała migdałowatego była bardzo pożądana w czasach, gdy neandertalczyk szedł z dzidą na polowanie. Dzisiaj również Migdał stanowi nieodłączną część ludzkiego mózgu, jednak ze względu na zmianę realiów życia, może czasami pośrednio przysparzać kłopotów. Warto mieć świadomość, że zalewając się hormonami stresu w trudnej sytuacji, racjonalne słowa osoby, która usiłuje do nas mówić, prawdopodobnie nie dotrą, a może nawet pogorszą sytuację. Wówczas piętro mózgu wyłącza się. Aby wejść na górę i zagrać na racjonalnym xboxie, trzeba powtórnie aktywować piętro, przełączyć się na inny sposób postrzegania otoczenia, inny niż zagrażający. Tak więc będąc zmęczonym i zdenerwowanym po całym dniu pracy, czekając od 3 godzin w kolejce do lekarza, kłócąc się z partnerem lub partnerką czy zbierając cięgi od szefa, nie próbujmy podejmować ważnych decyzji. Prawdopodobnie lepszym rezultatem zakończy się powiedzenie: „Jestem zbyt wzburzony, żeby dalej ciągnąć tę rozmowę, wróćmy do tego po przerwie” niż działanie za pośrednictwem instynktu samozachowawczego. Zdarza się, że sytuacja i osoby w niej uczestniczące nie wpływają na nas negatywnie, a my i tak odczuwamy niepokój, nie mamy ochoty na współpracę. Warto wówczas przeskanować swoje ciało: czy nie mam ściśniętego gardła lub żołądka? Czy moje barki nie są napięte? Czy nie pocą mi się ręce? Czy serce nie bije szybciej niż zwykle? Jeżeli te lub inne objawy stresowe są obecne, być może pobudzenie z wcześniejszej sytuacji zostało z nami. Przyznanie przed sobą, że jest się zdenerwowanym oraz zastanowienie się, skąd to mogło się wziąć, już włącza wyższe funkcje korowe i zatrzymuje powódź z parteru; zaczynamy myśleć racjonalnie.

W pierwszym akapicie pisałam, że trzeba wiedzieć, kiedy przyjść do Mózgu, aby zostać wpuszczonym i wejść na górę. Kiedy spotykamy naszego rozmówcę w emocjonalnej rozsypce, nawiążmy do jego stanu emocjonalnego, choćby słowami „Widzę, że jest Ci ciężko”. Jeżeli sprawa nie musi być załatwiona natychmiastowo, zapytajmy „Może przełożymy rozmowę o projekcie na jutro?”. Dajmy też sobie przyzwolenie na takie komunikaty; „Słuchaj, po dzisiejszym nerwowym dniu jestem wykończony, muszę odreagować”. Nie ma nic złego w dawaniu sobie wytchnienia. Co więcej, stanowi to oznakę samoświadomości i poważnego podejścia do danej sprawy. Może się to wydać śmieszne, ale zdarza mi się czasami liczyć do 10, aby ochłonąć. Staram się wówczas nic nie mówić, żeby z ust nie wyszły o trzy słowa za dużo. Bardzo pomaga mi głębokie oddychanie i koncentracja na nim, kiedy czuję się zalana emocjami. Proste ćwiczenia fizyczne to także przełącznik dla mózgu. Niektórzy wykonują pozycje z jogi, jeżeli znają jej tajniki.

Nie ma idealnego sposobu integracji górnego i dolnego piętra mózgu, każdy odnajduje własną strategię. Zdając sobie sprawę z funkcjonowania tych struktur, możemy w wolnych chwilach „na chłodno” analizować swoje zachowanie, aby coraz sprawniej identyfikować momenty na emocjonalną przerwę. Świadomość własnych stanów ostatecznie wpłynie na to, że i u drugiego będziemy łatwiej dekodować jego stany emocjonalne i z empatią pytać o ich przyczyny. A to zbliża i zachęca do kontaktu obie strony. Bo i cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz.