Teksty

Emotikonowy defekt słuchowy

Zacznę dla mnie nietypowo, od definicji. Jako rzecze Wikipedia, emotikon to ideogram złożony z sekwencji znaków typograficznych, służący do wyrażania nastroju w internecie. Zwykle przedstawia grymas twarzy, obrócony o 90° w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.  Podobne są emoji, tylko że te obejmują przedmioty, miejsca, rodzaje pogody itp. Technikalia i trudne słowa nie leżą w obrębie moich zainteresowań, ale występują tu dwa wyrazy, które chcę podkreślić: „nastrój” i „internet”. I w tym miejscu parkuję rozważania teoretyczne, by przejść do życiowego sedna sprawy.

Historia, którą streszczę, wydarzyła się naprawdę, prześmiewając często słyszany błąd – jest oparta na faktach autentycznych. Byłam pod jej wrażeniem na początku września, kiedy sprawa miała miejsce, dzieliłam się nią ze znajomymi, i chociaż wybrzmiała wiele razy, wciąż daje mi do myślenia.

Wrześniowe popołudnie, sklep papierniczy słynący z ładnych zeszytów, centrum miasta. Ja poszukująca odpowiedniej okładki do treści, która powstanie na zeszytowych stronach, takiej, z którą poczuję pozytywną wibrację. Nie tylko ja szperam w stosach, obijający się o moje plecy ludzie wytrącają mnie z transu poszukiwań. Mimo skupienia na możliwie najszybszym osiągnięciu celu, odbieram głosy z zewnątrz i słyszę dialogi. Przykuwa moją uwagę ten jeden, od którego nie mogę się już oderwać do końca mojej wizyty w sklepie.

Dialogują dwie dziewczyny, z rozmowy wynika, że zaczęły właśnie liceum. Dla uproszczenia, nazwę je Różowa i Żółta.

– Poszłam ostatnio z kumpelą na kawę i pomyślałam, że jestem jakaś nienormalna – dość głośno mówi Różowa.

– Ty nienormalna? – dziwi się Żółta.

– No tak, bo jak rozmawiałam z kumpelą na Messengerze, to ją rozumiałam. A jak się spotkałyśmy, to nie wiedziałam, o co jej chodzi.

– To ta dziewczyna z zagranicy, co niedawno wróciła do Polski?

– Eee, nie. Stąd, z osiedla.

– To nie rozumiem… – mówi Żółta z lekkim zrezygnowaniem.

– Ja też nie. Ona gada po polsku, ja też. Ale czasami nie wiem, co mi chce przekazać, nie rozumiem, czego ode mnie chce. Czy zadaje mi pytanie, czy tylko coś tam sobie mówi. Chyba była smutna, ale ciężko mi było to ocenić. Niby miała taką zmartwioną twarz, ale nie byłam pewna. Łatwiej byłoby, gdybyśmy mogły używać emotek. Wtedy wiedziałabym, o co jej chodzi.

– Też tak mam! Zdecydowanie wolę pisać, jest szybciej i nie muszę się domyślać. Jak tak patrzę na ludzi w realu, szczególnie jak rozmawiam z kimś sama, a on mało mówi, to mam mega chaos – Żółta wyraźnie cieszy się ze wspólnych doświadczeń.

– Uff…czyli nie jestem aż taka nienormalna. A myślisz, że coś trzeba z tym zrobić? Wolałabym wiedzieć o co chodzi ludziom, jak do mnie mówią. – ze smutkiem w głosie Różowa pyta o zdanie towarzyszkę.

– No nie wiem, może tak już jest? – pytająco podsumowuje Żółta.

Na tym dialog się skończy, dziewczyny koncentrują się na wyborze zeszytów. Ja zza półki delikatnie przyglądam się ich twarzom, da się zauważyć, że ich cisza jest wypełniona tysiącem biegnących myśli. Z jednej strony przepełnia mnie podziw dla tych nastolatek, że zastanawiają się nad takimi tematami i rozmawiają o tym. Z drugiej, zalewają mnie fale smutku, bo te młode dziewczyny tracą piękny, relacyjny aspekt bycia z drugą osobą i być może trudniej im będzie budować relacje. Cytując Różową, czy coś trzeba z tym zrobić? Tak, można zacząć od świadomości, że komunikacja to nie tylko słowa.

Friedemann Schulz von Thun stworzył koncepecję tzw. kwadratu wypowiedzi. Zgodnie z nią, każdy komunikat niesie ze sobą cztery aspekty:

  • rzeczowy – czyli informacja, którą chcę przekazać; wypowiada ją nadawca, odbiorca słyszy ją tak samo;
  • apelu – czyli wyrażanie przez nadawcę próśb, potrzeb, oczekiwań, niekoniecznie wprost; nadawca chce do czegoś skłonić odbiorcę;
  • ujawniania siebie – czyli nadawca mówi o tym, co dla niego ważne, wyraża opinie, myśli, oceny;
  • relacji wzajemnej – czyli wyrażenie postawy nadawcy wobec odbiorcy; ten aspekt komunikacji rzadko przyjmuje formę słów, da się go rozpoznać po intonacji, postawie i innych sygnałach niewerbalnych.

Przyglądając się naszej Różowej i Żółtej oraz analizując komunikację przez różnego rodzaju komunikatory, dochodzę do wniosku, że często w komunikacji bezgłosowej poprzestajemy na aspekcie rzeczowym oraz ujawnianiu siebie. Emotikony miewają defekt słuchowy – nie słyszą apelu, relacje bywają dla nich problematyczne. Bo przecież piszę do przyjaciółki, że miałam ciężki dzień, bo to, to i tamto. Dodaję smutną i złą buźkę. Że chciałabym iść na spacer zamiast pisać coś do pracy. Że odpoczynek jest ważny, ale nie mam na to czasu. I znowu buźka z łzą. I że czekam na weekend, co kończę ikonką butelki szampana. O ile to jest prawdziwa przyjaciółka i dobrze mnie zna, może zrozumie mój cichy apel i zapyta, czy mam ochotę na wspólny wieczór w piątek. Odczyta moją potrzebę. Poinformuje to mnie wówczas o naszej relacji, pomyślę, że zależy jej na mnie. Ale jeżeli odpisze, „aha” i wspomni tylko, jak jej minął dzień, nie “słysząc” mojego apelu, nie poczuję wzajemności.

Apelu mogło też nie być – prawdopodobnie dałoby się to zweryfikować słysząc mój głos lub patrząc na moją twarz. Jeżeli przyjaciółka nie mogła na mnie patrzeć, da się to sprawdzić kolejną wiadomością: „czy mogę Ci jakoś pomóc w tej sytuacji?”. Szansa na dopytanie jest tym większa, im bliższa jest relacja, im lepiej się znamy.

Co więc z relacjami, które zaczynają się na poziomie emotikonowym? Warto szybko przejść dalej, na poziom face to face, żeby nie zaczynać od niedomówień i jak najszybciej uczyć się dostrzegać to, co w relacji niewypowiedziane. Emotikony ubogacają komunikację, ale każdy z nas używa ich w osobliwy sposób, nadając im własne znaczenia i używając danego obrazka w danej sytuacji. Nie zawsze druga strona wie, jaka intencja płynie wraz z brzdękiem telefonu i pojawiającym się obrazkiem. To trochę tak, jakbyśmy mówili o zamku w drzwiach, a ktoś myślałby o zamku z księżniczką zamkniętą w wieży. Słowo to samo, ale czy dogadają się?

Nadawcami emotikonów jesteśmy my, zarządzamy nimi. Możemy sprawdzić, co z wysłanej wiadomości zrozumiał odbiorca i dopytać, co miał na myśli, wysyłając nam np. buźkę z wystawionym językiem. Zmniejszamy w ten sposób emotikonowy defekt słuchowy. Co z młodzieżą? Myślę, że nie tylko ona ma z tym problem, wysłuchanie wszystkich czterech aspektów wymaga otwartości, uważności i czasu, którego ciągle nam brak. Internet i komunikacja za jego pośrednictwem to niewyobrażalna ilość możliwości, za które jestem wdzięczna. Mimo wszystko trudno mi sobie wyobrazić, że może to zastąpić przyjaciela, który przytuli, poklepie po plecach, odbierze telefon w środku nocy. Wychodźmy więc do ludzi, uczmy się ich przeżywania i mówienia ich językiem.