Artykuły

Elastik fantastik

Małe dzieci, a szczególnie dziewczynki, często mają w sobie gibkość, o której dorośli mogą tylko pomarzyć. Niektóre z nich rozciągliwe niczym guma, przy kilogramach szczęścia i tonach ciężkiej pracy, wyrosną na prima baleriny albo światowej sławy gimnastyków artystycznych. Przekroczą granice swojego ciała. Kiedyś też byłam rozciągnięta. Nigdy nadmiernie, ale potrafiłam robić szpagat, może nie na zawołanie, ale po krótkim przygotowaniu. Czym stawałam się starsza, faza przygotowania trwała coraz dłużej. Obecnie… nie umiem, tłumaczę się sama przed sobą prawem wieku. Wiem, że ćwicząc dziesięć razy więcej niż dwadzieścia lat temu, pewnie po jakimś czasie wróciłabym do formy. Ale mam swoje obowiązki, wiele spraw do załatwienia i kołaczącą się z tyłu głowy myśl: „A po co ci ta elastyczność?”. Odpowiedź pierwsza: Trochę po nic, to fanaberia i niespełnione marzenia z dzieciństwa; odpowiedź druga: Trochę po to, żeby lepiej się czuć. Najczęściej działam pod wpływem pierwszej odpowiedzi i nie walczę o swoją gibkość. Przyglądam się tylko kolejnym talent show, w których ludzie-gumy wyprawiają cuda niewidy.

Jest jednak taki rodzaj elastyczności, który jest naprawdę fantastik, i tę staram się zwiększać, mimo że to też czasochłonny i czasem trudny proces. Mówię tutaj o elastyczności psychologicznej, rozumianej jako wynik bycia obecnym całym sobą w doświadczaniu, bycia na nie otwartym i podejmowania działań, które niosą znaczenie – znaczenie dla nas, niekoniecznie dla otoczenia. Co ma znaczenie dla człowieka? Zazwyczaj są to takie działania, które wiążą się z naszym systemem wartości, które przybliżają do ich realizacji. Wartości często pełnią funkcję igły od kompasu, pokazują, gdzie iść. Z tą różnicą, że kompas ustawia się zgodnie z linią pola magnetycznego Ziemi i każdy z nas w danym położeniu dostanie to samo wskazanie strony świata, natomiast wartości są subiektywne i każdy z nas stwarza sobie swoje pole wartościomagnetyczne, które go przyciąga.

Rozwijanie elastyczności psychologicznej jest celem Terapii akceptacji i zaangażowania (w skrócie z języka angielskiego ACT). Dla mnie staje się celem samym w sobie, celem życiowym, bo jej rezultat to poczucie witalności, której dzisiaj często nam brak. Bywa, że na ulicy mijam więcej witalnych „staruszków” niż witalnych „młodych”. Chciałabym więc dla siebie i innych młodych duchem witalności wynikającej z uważności, z otwartości i gotowości na życie z akceptacją niedoskonałości, ze skutecznego działania bez surowego głosu wewnętrznego krytyka, a ze także świadomości, dlaczego robię to co robię.

Obecność w każdym doświadczeniu bez wątpienia niesie straty czasowe, czasami prowadzi do zaciekawienia się czymś nowym, odwodzi od głównego zadania. W epoce strusiów pędziwiatrów, gdzie automatyzujemy jak najwięcej, aby zmniejszyć uszczerbki na czasie, niełatwo pozbyć się pewnych nawykowych, automatycznych reakcji i myśli, uważanych za ekonomiczne. Dzieci wydają się w tym lepsze: są bardziej tu i teraz, działają bardziej spontanicznie, miewają zakrzywione poczucie czasu, bywają bardziej otwarte na nowe niż my, gdy robią coś, co płynie z serca, świat wokół przestaje istnieć (niekiedy ku rozpaczy rodziców ściągających pociechy z obłoków na ziemię). Często jednak nie wiedzą, dlaczego robią to, co robią, samo się dzieje. Robienie szpagatu przez małą dziewczynkę też często dzieje się samo, a z tyłu głowy nie ma myśli o byciu gimnastyczną mistrzynią świata; tak się Zosia bawiła w balet z koleżanką w przedszkolu i samo wyszło. Dorosły zazdrości dziecku spontaniczności i lekkości bytu („Ach, podstawówka to były czasy”), a dziecko dorosłemu decyzyjności i sprawczości („Dorośli mają dobrze, robią, co chcą. Jak ja będę duży, to…”).

Wydaje się, że łącząc dziecięcą zdolność bycia obecnym z dorosłą świadomością i refleksyjnością, można stworzyć coś na kształt elastyczności psychologicznej. W ACT zwraca się uwagę na sześć jej składowych:

  • kontakt z chwilą obecną, czyli świadome angażowanie się w to, co dzieje się w danej chwili, zarówno w otaczającej nas rzeczywistości jak i świecie wewnętrznym;
  • defuzję, czyli oderwanie się od własnych myśli, gadaniny umysłu, a w zamian przyglądanie się im z pozycji obserwatora, nie chwytając się ich kurczowo;
  • akceptację, czyli otwieranie się na nieprzyjemne doznania i emocje, uznanie, że mogą po prostu z nami być;
  • Ja obserwujące, czyli świadomość, że poza częścią nas, która generuje myśli, jest jeszcze taka część, która jest niezmienna całe życie i może przyglądać się wytworom umysłu; „widzi”, co myślimy, czujemy, robimy w danym momencie;
  • wartości, czyli to co jest ważne w budowaniu sensownego życia;
  • zaangażowane działanie, czyli działanie skuteczne i zgodne z naszymi wartościami. *

Mówi się, że jednym z najbardziej pożądanych zasobów w dzisiejszych czasach jest zdolność dostosowywania się do zmieniających się okoliczności. Elastyczność psychologiczna może być odpowiedzią albo chociaż półśrodkiem na toczący się spór pomiędzy spełnianiem zewnętrznych wymagań a nieprzekraczaniem siebie i zachowaniem autentyczności. Jeżeli znasz własne wartości, w decyzyjnych momentach krytycznych, możesz przeanalizować swoje pole wartościomagnetyczne i nastawić wewnętrzny kompas. Jego igła pokaże jak zrobić szpagat na Twój sposób, aby nie nadwyrężyć ścięgien i wciąż mieć ochotę dalej się rozciągać. Żebyś w swoim odczuciu był elastik fantastik.

* na podstawie “Zrozumieć ACT. Terapia akceptacji i zaangażowania w praktyce” Russ Harris