Artykuły

Na autostradzie potrzeb z krajobrazem COVID

Na początek dwie możliwości:

 

Scenariusz pierwszy: Ty ubrany elegancko, lecz zgodnie z własnymi upodobaniami, wsiadasz do samochodu za miliony monet. Czysty, pachnący, zadbany – i Ty, i on. W zasadzie auto jest bezcenne, nie wyobrażasz sobie bez niego życia. Zapalasz silnik, ciarki przechodzą Cię od przyjemnego pomruku. Jest moc! W radio ulubiona piosenka, zamykasz na chwilę oczy, noga wciska gaz, oczami wyobraźni widzisz cel swojej podróży. Otwierasz oczy, wyjeżdżasz z garażu. Nie potrzebowałeś robić planu, ale czujesz, że masz zaplanowane. Wiesz, jak jechać, tę trasę pokonałeś tysiąc razy. Przed Tobą kilometry nowej, czteropasmowej autostrady, pogoda sprzyja, niebawem bezpiecznie będziesz u celu. A tam spokój, odpoczynek, sielanka i beztroski Ty. I Twoi bliscy w dobrych nastrojach.

 

Scenariusz drugi: Środek nocy. Ty ubrany w cokolwiek, w zasadzie nie wiesz, co masz na sobie. Wsiadasz do jakiegoś samochodu, niby Twój, a jakoś w nim nieswojo. Jakieś przeczucie mówi, że musisz jechać przed siebie. Oglądasz wnętrze auta, wydaje się trochę zdezelowane, fotele niewygodne, nie czujesz się bezpiecznie. Nagle silnik zapuszcza się sam. Włącza się też panika, bo orientujesz się, że nie wiesz, gdzie hamulec, gdzie gaz. Jednak w ułamku sekundy nogi wiedzą, co robić, do ich tańca dołączają ręce. Jedziesz nieznaną Ci drogą. Czasami wąsko, czasami dziury, czasami zupełna ciemność. Nie wiesz, jaki jest cel. Nie jesteś pewny, czy znasz przepisy. A co, jak Cię złapią? A co, jeśli spowodujesz wypadek? Jeleń wyskoczy na drogę? Mimo czarnych scenariuszy z tyłu głowy jakaś część Ciebie wie, że musi. I że wcześniej czy później, z rysami na lakierze bądź bez, dojedziesz. Trzeba to załatwić.

 

Kurtyna opada, dalszy ciąg jest znany. Bo i jeden, i drugi kierowca dojadą, znajdą swój cel, obaj osiągnął spokój, chociaż jakościowo różny. Być może w drugim wypadku jest bardziej prawdopodobne, że ktoś po drodze ucierpi. Czym jest ten cel? Cel jest potrzebą, a samochód, kierowca, droga i okoliczności przyrody sposobami jej zaspokojenia. Możliwi ranni to inne osoby ze swoimi potrzebami, których zaspokajanie może kolidować z Twoimi potrzebami, gdy warunki są niesprzyjające. W pierwszym scenariuszu wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się mówić, że kierowca ma dobry dzień i panuje nad sytuacją. Przekładając na potrzeby: wie, czego potrzebuje, jak to zrealizować, ma zasoby (ubranie, samochód, zasoby psychiczne, zaspokojone inne potrzeby, bliskich w dobrym humorze). Kierowca w drugim scenariuszu nie panuje nad sytuacją. Czuje pobudzenie, jest roztrzęsiony, „odpaliło mu się” dążenie do zrealizowania jakiejś potrzeby, ale nie potrafi jej nazwać. Nie ma wpływu na plan działania, ma za to wrażenie, że wszystko mu nie sprzyja, a w dodatku jest nowe, przez co czuje się trochę nieobecny we własnym działaniu.

 

Dzisiaj, kiedy „światowe okoliczności koronawirusowe” zatrzymały nas w domach, zostaliśmy zmuszeni do przeniesienia wszystkich aktywności życiowych na kilkadziesiąt metrów kwadratowych, które najczęściej dzielimy z innymi osobami. W tych pełnych chatach nieustannie spotykają się ze sobą radości, smutki, lęki i potrzeby moje, ale też tego drugiego (trzeciego, czwartego…). Wręcz potykamy się o siebie. O ile te radości różnych właścicieli nawet się ze sobą lubią, to smutki i lęki, a raczej sposoby ich wyrazu, nie zawsze. Potrzeby moje i drugiego przed „czasami zamknięcia” też się ze sobą dogadywały, ale teraz bywa gorzej, czasami naprawdę źle – do tej pory mieliśmy utarte, znane ścieżki zaspokajania potrzeb, istniało wiele możliwości, dróg dojazdu do celu. Teraz trzeba zbudować nowe drogi dojazdowe, spisać nowy kodeks drogowy, nauczyć się obsługiwać auto mimo poczucia obcości i jego ograniczeń technicznych.

 

W „Galaktyce potrzeb” Kazimierz Obuchowski pisał: „Dążenie jest formą spełniania potrzeb. Nieraz spełnianie potrzeb prowadzi do takiego stanu rzeczy, po którym jakiś etap dążenia zostaje zamknięty. Przeważnie jednak dążenie realizowane jest jako kierunek — powtarzający się rytm wciąż nowych spełnień nie kończącego się szeregu pragnień. W ten sposób realizacja dążeń zapewnia stabilność drogi życia. Być może nawet ważna jest nie tyle konkretna treść dążeń, ile właśnie ta stabilność kierunku wiążąca kapryśne pragnienia w całość, powodująca, że życie nie ulegnie rozproszeniu, lecz uzyska określony format.” Stabilność drogi życia i jego określony format – dla wielu z nas te jakości dzisiaj nie istnieją lub muszą zostać w znaczącym stopniu przedefiniowane.

 

Oczywiście istnieje też możliwość jazdy w dobrze nam znany, nawykowy sposób. Część potrzeb, szczególnie tych najbardziej podstawowych (np. fizjologiczne) zostanie zaspokojona, prawdopodobnie bez kolizji z potrzebami drugiego. Trudnej będzie w przypadku potrzeb wyższego rzędu, na przykład potrzeby samorealizacji – bo jeżeli ja zwykle dwa razy w tygodniu ćwiczę jogę w ciszy i skupieniu, a mój współtowarzysz dwa razy w tygodniu ćwiczy na siłowni przy głośnej muzyce i to daje każdemu z osobna poczucie osobistego rozwoju, możemy odczuwać frustrację. Możemy próbować uczestniczyć w zajęciach wirtualnie, ale może to też być nie możliwe, bo w domu jest tylko jedna duża przestrzeń do ćwiczeń, którą trzeba się jakoś podzielić… Poza tym to tylko namiastka rzeczywistości przedwirusowej. A jak w tej pełnej chacie zaspokoić potrzebę prywatności i chęć bycia choć chwilę sam ze sobą? Przykłady kolizji potrzeb moglibyśmy mnożyć. Skoro jesteśmy na siebie skazani, to frustracja spowodowana brakiem realizacji potrzeby może się odbić na najbliższej nam osobie. Tej, która daje nam bezpieczeństwo, bliskość i oparcie, i której też je chcemy dawać.

 

Biorąc pod uwagę, że mamy sytuację niepewności, boimy się o siebie, o bliskich, o budżety domowe, państwowe, światowe i nie wiemy, ile jeszcze potrwają ograniczenia związane z epidemią, tym bardziej chcielibyśmy reagować zgodnie ze znanymi sobie sposobami. Ale sytuacja na to nie pozwala, musimy wymyślać coraz to nowe sposoby adaptacji, co wymaga energii, kreatywności, otwartego umysłu i przestrzeni na drugą osobę. Pewnie nielicznym życie ostatnio zmieniło się w tak niewielkim stopniu, żeby realizować scenariusz pierwszego kierowcy. Być może części z nas bliżej do tego drugiego, znacznie mniej zachęcającego. Scenariusz możemy zmienić uświadamiając sobie, czego nam potrzeba, żeby silnik nie zapalał się sam. Jak już znamy cel, to zastanowić się, czy jest on do realizacji na teraz i już, czy może trochę poczekać (co bywa okupione dyskomfortem). Jeżeli potrzeba musi być zaspokojona, a nie da się do niej dojechać zwykle uczęszczaną drogą, może są jakieś objazdy, gdzie nie będzie kolizji? A skoro – niezależnie od epidemii lub jej braku – mamy zdolność mówienia, może porozmawiać z drugim kierowcą o jego silniku i znanych mu przepisach na dotarcie do celu?