Maska
Artykuły

W masce tkanej z obaw

Już pół roku żyjemy w rzeczywistości, w której najczęściej pojawiającym się w mediach akronimem jest COVID-19, a nieodłącznym atrybutem damskiej torebki i męskiej kieszeni jest maseczka. Tego stanu rzeczy końca nie widać, nie wiadomo też, które źródło informacji uznawać za wiarygodne. Jedni wciąż marzą o powrocie do starej rzeczywistości, drudzy próbują przystosować się do nowej, jeszcze inni „zamrozili się” albo starają się nie wybiegać myślami w przyszłość. Następstwa? Wzmożone napięcie, stan ciągłego alertu, lęk.

Taki stan ducha zwiększa prawdopodobieństwo przybierania masek – nie tych zalecanych przez WHO, ale tych niewidzialnych, „obawowych”, które zasłaniają naszą autentyczność. Nic w tym dziwnego, skoro jednym z czynników sprzyjających autentyczności jest bezwarunkowa akceptacja, której teraz brak nam bardziej niż pół roku wcześniej. Dzisiaj, wchodząc w nową społeczność albo po prostu udając się w miejsce publiczne, najważniejszą obowiązującą zasadą społeczną stało się ograniczone zaufanie. Zaufanie co do tego, czy ten drugi jest dla mnie bezpieczny, czy mnie nie zarazi. Włącza się czerwona lampka ostrzegawcza i przymus odhaczenia kilku warunków: obecności maseczki, zdezynfekowanych rąk, zachowania odpowiedniej odległości, braku widocznych oznak choroby. Zapewne lampka nie u wszystkich świeci się tak samo intensywnie. Jednak patrząc na ilość znaków zapytania związanych z koronawirusem i najbliższą przyszłością nim uwarunkowaną, nasze obawy nie są bezpodstawne.

Stephen Joseph pisze, że autentyczne życie jest sumą trzech składników: znajomości siebie, stanowienia o sobie i bycia sobą. O ile czas kwarantanny mógł dodatnio wpłynąć na znajomość siebie, o tyle zmniejszył możliwość stanowienia o sobie, także w tych najbardziej podstawowych kwestiach, jak możliwość zarabiania w dotychczasowy sposób, wyjścia na zakupy, uprawiania sportu czy wyjazdu na wakacje. Jak być sobą, skoro w tak wielu kwestiach powinienem dostosować się do wytycznych i pójść na kompromis w realizowaniu własnych potrzeb? Jeszcze nie znam odpowiedzi na to pytanie, zostawiam je zawieszone w eterze. Carl Rodgers uważał, że wyznacznikiem prawdziwego i pełnego życia jest nie tyle dobre samopoczucie, ile umiejętność rzeczowej analizy informacji o sobie. Może więc warto zastanawiać się, co dane ograniczenie covidowe „mi robi”, jak wpływa na moje zachowanie i co dzięki temu o sobie wiem, co chcę u siebie zmienić, czego dowiaduję się o swoich bliskich. Głośno wypowiadać swoje obawy związane z ryzykiem zakażenia, bo słowa niewypowiedziane budują większe bariery niż te trudne lecz wypowiedziane. I najważniejsze: warto znaleźć sobie sferę życia lub choćby jedną relację, w której mimo wszystko jestem w maksymalnym stopniu sobą, bez maski tkanej z obaw.